KONFEDERACI BARSCY W SKAWINIE /fragment/




.... Mały oddział konfederatów w galopie wpadł drogą od Krakowa w rynek i skręcił zaraz w uliczkę, na drogę prowadzoną w zagrody, w stronę Tyńca. Za nim, drugi skręcił koło kościoła i przez ogródki pognał na łąki leżące w tej stronie.

Co to jest ?

Co znaczą te odziały pędzące w galopie?

Nagle huk okropny rozdarł powietrze, armaty zagrały....

Odział w parę koni, mając między sobą wodzą swego Marcina Lubomirskiego przebiegł w galopie przez miasto i zniknął na drugiej stronie rzeki Skawinki, a omal równocześnie pierwsza kula armatnia dosięgła miasta, waląc z łoskotem jedyną basztę zamkową. Za chwilę druga kula trafiła w ratusz i zerwała jego wysoki dach, potem w pusty plac rynku.
Burmistrz imci pan Piekarek razem z pisarzem i pacholikami skoczyli ratować akta, a tymczasem formalny grad armatnich kul zasypał miasto. Zapalone pociskami słomiane strzechy domostw zaczęto tu i ówdzie płonąć potęgując grozę położenia. Ludność bezradna w okropnym popłochu biegała to tu, to tam, wreszcie spostrzegłszy, że w okolicach kościoła najrzadziej padają kule, poczeła się gromadzić tłoczno do świątyni wnosząc ze sobą tobołki, w których ratowali swoje skromne mienie.
Moskiewskie armaty waliły w miasto, rozsypując strzałami armatnimi resztki zamku i domostwa, których nie dosięgnął ogień.
Od czasu do czasu klęcząca ludność w kościele rozstępowała się i robiła miejsce rannym, których śmielsi znosili na barkach. Pomiędzy którymi Tomasz Gniatkowski i Jakub Szpąder dawali swą odwagą przykład innym przebiegając najwięcej zagrożone miejsca.
Najpierw przyniesiono Imci pana Piekarka, burmistrza miasta, któremu kula armatnia strzaskała nogę, który ratując akta miejskie nieustraszenie biegał wśród gradu kul.
Potem kilku ciężko rannych konfederatów wniesiono do kościoła. Imci pan Tomasz przyniósł na plecach nieprzytomnego pana Romualda Różyckiego i złożył go na stopniach ołtarza św. Anny.


© 2008 Krzysztof Jastrzębski (Jarzbi)
e-mail: jarzbi@wp.pl
GaduGadu 2561733 - status: gg
Powered by Skeletonz, PyEphem